Posty

Na tropie czarnego misia

Obraz
Na kilku tygodni przed naszą podróżą media elektryzuje wieść o pożarze w parku Yosemite. Elektryzuje zwłaszcza w okolicy San Francisco, bo od jakiegoś czasu miasto musi dokupować energię elektryczną gdzie popadnie (ogień zniszczył część trakcji), a i z wodą może być krucho (jeżeli pożar dotrze do jeziorka, z którego całe Bay Area pompuje). Zdjęcia płonących drzew atakują więc dość często z okładek codziennych gazet, a zaniepokojeni turyści odwołują zaplanowane wyjazdy. Ale nie my, choć znajomi Amerykanie parokrotnie zarzucają nam lekkomyślność. Po pierwsze przyglądamy się mapie. Park liczy sobie 3000 km kwadratowych, czyli mniej więcej tyle co stan Rhode Island. Pożar szaleje, to prawda, ale tylko w niewielkiej części Yosemite. W takich okolicznościach zrezygnować z wyjazdu, to jak obawiać się podróży do Krakowa, bo w Rzeszowie coś się pali. Jedziemy! Gdzieś, daleko pali się Yosemite Sam park to głównie góry należące do pasma Sierra Nevada i fantastyczne lasy, pełne nie do...

Parcele już za 1$! Czyli Sim City-wersja Detroit

Obraz
Pierwsze, co przyszło mi na myśl, gdy zobaczyłam Detroit na Google Maps to „wolne parcele na sprzedaż”. Oczywiście nie dotyczy to całego miasta, bo są miejsca gdzie domek stoi przy domku zapełniając siatkę ulic. Ale opuszczone dzielnice, wolne miejsca do budowy, budynki gotowe do wyburzenia czają się tu niemal wszędzie. Ale sami oceńcie, czy nie można by stworzyć Sim City wersji Detroit?  Niegdyś drugie z najbogatszych miast Stanów Zjednoczonych. Potęga przemysłu motoryzacyjnego. W 1903 roku Ford otworzył tu swoją pierwszą fabrykę produkującą słynny model Ford T. General Motors zagościło tu w 1916, a Chrysler w 1925 roku. Świetnie prosperujące fabryki przyciągały tysiące bezrobotnych oraz imigrantów z całego kraju i pompowały pieniądze do budżetu miasta. W 1950 zatrudniały niemalże 300 tysięcy ludzi.  Tylko w latach 2000-2010 pracę w nich straciło 48 proc. pracowników. Dziś z tej liczby pozostało jedynie 27 tysięcy posad. W latach 60. Detroit było miastem o największ...

Kinematografia Hoppera

Obraz
Edward Hopper (1882-1967), niczym Forrest Gump, żył długo i w momentach kluczowych. Dorastał jeszcze w wieku XIX, a studia malarskie w Nowym Jorku rozpoczął równo z wybiciem nowego stulecia. Jeszcze przed I wojną światową zdążył wyprawić się za ocean, gdzie na wzór powieściowych postaci Henry’ego Jamesa zachłysnął się europejskim dziedzictwem i zafascynował estetyką francuskich impresjonistów. Wrócił jednak do Stanów i to tutaj dawał świadectwo kolejnym epokom: tworzył w czasie gospodarczego boomu i Wielkiego Kryzysu, w czasie pierwszej, drugiej i zimnej wojny, obserwował i portretował ducha nowego, samochodowego imperium, Ameryki Nabokova i Kennedy’ego.  Po jakimś czasie zaczęto dostrzegać pewną ,,filmową’’ jakość jego obrazów: płótno zakomponowane niczym kadr, przestrzeń sprawiająca wrażenie dokładnie ułożonej, studyjnej scenografii, ewidentny prymat światła nad kolorem. Od tej pory jego malarstwo na dobre splotło się z historią kina.  Już na swoich akwafortach z...

Tymczasowe miasto

Obraz
Parę tygodni temu na pustyni w północnej Nevadzie zebrało się 68 tysięcy ludzi. Pojawili się tam, aby stworzyć miasto zwane Black Rock City. Jedno z najbardziej niezwykłych miast na świecie, które fizycznie istnieć będzie jedynie 7 dni. Bez obaw, pojawi się znowu za rok. Miasto, które wyglądało tak:   Oto Burning Man , festiwal społeczności, sztuki, kreatywności, współpracy. Nazywany eksperymentem radykalnej ludzkiej ekspresji i polegania na sobie. Kiedy pomyślimy o pustynnych ekstremalnych warunkach naturalnych, nietrudno docenić wspomniany aspekt polegania na sobie i współpracy z innymi ludźmi. Organizatorzy na swojej stronie internetowej publikują specjalny poradnik - Survival Guide. Niektórzy mówią, że to najbardziej hippisowski festiwal na planecie, odbywający się od 1986 roku. I choć początki miał dość skromne, to już od 1993 liczba uczestników liczona jest w tysiącach. Mieszkają w namiotach, camperach, tymczasowych konstrukcjach, po terenie Burning Mana porusza...

Świat uproszczony

Obraz
O tym, czym jest stereotyp, dowiadujemy się już na licealnych lekcjach WOS-u, a niemalże każdy student kierunków humanistycznych zna przynajmniej jedną definicję tego zjawiska.  W życiu przekonujemy się, że stereotypy funkcjonują też w codziennym życiu i mają się dobrze, natomiast podróżując, zdajemy sobie sprawę, że te uproszczone i często zafałszowane wizje rzeczywistości występują na każdym kontynencie i w każdym kraju. Bo stereotypami myśli się łatwiej i szybciej. W kwestii upraszczania sobie życia nie ma większych mistrzów niż Amerykanie. Na każdym kroku, w każdej dziedzinie codziennego życia funkcjonują uproszczone schematy, które pozwalają obywatelom USA na szybsze rozumienie świata, przy ograniczonych nakładach energii. Po co różnicować i rozkładać na czynniki pierwsze złożone zjawiska, skoro można je łatwo zakwalifikować na podstawie pozorów i oszczędzając czas i pieniądze, schować do odpowiedniej szuflady. Aby nie byś gołosłownym, przyjrzyjmy się b...

Kogo bał się dziki zachód?

Obraz
Pamiętacie bajkę o Lucky Luke'u? Przypomnijmy - to najsłynniejszy animowany rewolwerowiec w historii, który razem ze swoim koniem Wesołkiem przemierza Dziki Zachód, tropiąc nikczemnych braci Daltonów. Jednym strzałem zabija dwie muchy w locie,  jego koń siodła się sam, a cień już dawno przestał za nim nadążać. Lucky Luke Postać Lucky Luke’a stworzyli Morris i Gościnny (skądinąd znany m.in. z serii opowiadań  o Mikołajku), na kanwie półmitycznych bohaterów Dzikiego Zachodu. W pierwowzorze, Lucky Luke był  klasycznym westernowym twardzielem, niewypuszczającym z ust peta. Później ewoluował w kierunku sympatycznego, lekko nieporadnego kowboja, który do dziś bawi dzieci i dorosłych (ostatnia filmowa produkcja ukazała się w 2009 roku). Pomimo niewątpliwego wdzięku, trudno mu jednak  przyznać  palmę pierwszeństwa w kwestii  Rewolwerowca Wszechczasów. Tym tematem  zajmuje się najbardziej amerykański gatunek filmowy jaki tylko można sobie wyobrazić -...

O wyjątkowym sukcesie pewnego horroru

Obraz
Kiedy mówi się o amerykańskim kinie, zwykle wspominane są tytuły wielkich superprodukcji, nazwiska znanych wszystkim reżyserów i olbrzymie kwoty wydawane na spłodzenie hollywoodzkich blockbusterów. Wiele  z tych obrazów okrzyknięto kultowymi i trafiły na National Film Registry - listę filmów budujących dziedzictwo kulturowe  Stanów Zjednoczonych. Jednak gdzieś pomiędzy nimi są produkcje przez szerszą publiczność zapomniane, ale za to czczone przez mniej liczne grupy entuzjastów. A mowa o niskobudżetowych filmach klasy B. Fenomen kultu zrodzonego wokół jednego z nich, a później spopularyzowanych „Seansów o Północy” (ang. Midnight Movie ) wyłonił się w latach 70., kiedy 20th Century Fox rozpowszechniło w Stanach Zjednoczonych ekranizację musicalu Richarda O’Briena - „ The Rocky Horror Picture Show ” w reżyserii Jima Sharmana. Musical odniósł wpierw sukces w Wielkiej Brytanii. Kiedy w 1975 roku zdecydowano przenieść go na deski Broadwayu, a było to równoległe w czasie, kie...